ks. T. Słomiński PDF Drukuj Email

ks. Tomasz Słomiński   

Rozważanie Via Lucis pt.: Wielkanoc trwa pochodzi ze strony http://www.dobrypasterz.pl

 

Krok pierwszy
Pierwszy krok na Drodze Światła zrobił Jezus. To prawda nie tak oczywista jak zaskakująca. Jezus powstał z martwych i wszystkich tym zaskoczył; tych, którzy z Nim i za Nim chodzili przez kilka lat i pozostałych uczniów, których przez dwadzieścia wieków uzbierały się miliardy. Zmartwychwstanie Jezusa zaskoczyło wszystkich, mimo że mówił o nim, zapowiadał i obiecywał je.
Nas też zaskoczył, po raz kolejny i jakże nowy. Więc między bajki odłóżmy opowieści, że „to już znamy”. Choć wiemy o zmartwychwstaniu i wiemy o Zmartwychwstałym, nie znamy Go. Ciągle nie znamy takiego Jezusa, jakiego moglibyśmy poznać. Poznajemy go przez wiarę, a ponieważ ta jest od chrztu, ale nie na wieki wieków (czyli jest słaba, utracalna i wciąż do kształtowania), Jezus jest wciąż do poznania. Po to jest nadzieja.

 

Krok drugi
Wiara jest dialogiem. Wiara jest skrzyżowaniem dróg. Zatem: pierwszy krok należał do Jezusa, ale drugi zrobili apostołowie, gdy poszli do grobu. Poszli, bo im powiedziano, że trzeba pójść. Okazało się, że warto było.
Wbrew pozorom, najtrudniejszy jest drugi krok. Pierwszy jest natchnieniem (z Ducha Bożego jest zmartwychwstanie), a drugi… Tu potrzebna jest zgoda na wszystkie konsekwencje pierwszego. A trudno o nie, gdy pojawia się lęk, rozgoryczenie, zawód. Uczniowie muszą przełamać lenistwo i strach i robią to konsekwentnie, mimo że nie wszystko rozumieją. Poszli i zobaczyli grób pusty. Po to są nogi.

 

Krok trzeci
Między ludźmi nie ma różnic. Przynajmniej Bóg ich nie widzi – taki święty daltonista. W drobiazgi się nie bawi. Dlatego nogi dał i kobietom, i mężczyznom. Tak samo nie zrobił rozróżnienia tam, gdzie chodzi o głoszenie zmartwychwstania. Po wyjściu z grobu Jezus objawił się Marii Magdalenie i uczynił z niej apostołkę Apostołów.


To ewenement na skalę światową i nie do pomyślenia w innych wielkich religiach. Trudno sobie wyobrazić większe napięcie niż to pomiędzy Jezusem a Marią. Wydawało się, że nic nie jest w stanie pokonać klęczącej żałoby nad grobem Pana, a jednak. Oto trzeba było wstać z klęczek i pójść do apostołów. Przecież mogli uznać ją za wariatkę, a przyjęli, pobiegli i okazało się, że w sprawach wiary kobiety mają w głowach dobrze poukładane. Po to jest równość.

Krok czwarty
Jak trudno jest porzucić własny dom i sprawy, co działy się wokół niego. Ludzi porzucić? Jak trudno porzucić plany i marzenia, jakimi się żyło. Jak trudno jest uciekać z poczuciem straty i niespełnienia. Powiedzieliby nam coś o tym dwaj zbiegowie, uciekinierzy z Jerozolimy na prowincję. Uwierzylibyśmy im, bo takim się wierzy. Ale musimy im uwierzyć w coś znacznie trudniejszego, bo oto na drodze do Emaus ukazał się im Zmartwychwstały, z którym rozmawiali, siedzieli przy stole i szykowali się do kolacji. I uwierzyć musimy na słowo, bo choć słyszeli i widzieli, to nie wzięli Go za rękę i nie przyprowadzili do kościelnej władzy.
Nic w tym momencie nie znaczyły zawiedzione nadzieje i plany niespełnione. Jeszcze raz okazało się, że można być w najciemniejszym punkcie ciemności i zobaczyć więcej niż za dnia. Po to jest wygnanie.

 

 

Krok piąty

 

Któż z nas nie lubi niespodzianek? Spełniające się obietnice to przyczyna radości, ale niespodzianki, czyli coś, czego nie spodziewaliśmy się, to dopiero radość. Dopiero one powodują, iż łuski spadają nam z oczu, że dopiero zaczynami widzieć prawdziwie. Tak było z owymi dwoma, co szli do Emaus, gdy rozpoznali Pana przy łamaniu chleba. Spotkała ich łaska – łuski spadły z ich oczu. Przecież niczego już się nie spodziewali, już tylko mieli żyć wspomnieniami. A tu, Gość z drogi do Emaus przy stole okazał się Panem, którego wcześniej zdążyli pochować i opłakiwać.
To wszystko piękne, a najpiękniejsze jest to, gdzie – przy stole, i jak – przy łamaniu chleba Go poznali. To jest coś więcej niż prywatne spotkanie. To jest już Kościół, gdzie dwaj zebrani w imię Pana, zasiadali nad pobłogosławionym chlebem. Po to jest niespodziewane.

 

Krok szósty

Gdyby to było zarezerwowane dla wybitnych i cudownych, nie mielibyśmy szans na spotkanie Zmartwychwstałego. Bo ani uczniowie wybitni i cudowni nie byli, ani my do takich nie należymy. Tymczasem do takiego spotkania doszło. Najpierw zmartwychwstały Jezus ukazał się wspólnocie uczniów i od tego czasu, na różne sposoby ukazuje się uczniom, do których i my należymy. Przypomnijmy, ukazał się tym, co w godzinie czuwania spali, co w godzinie próby uciekli, a w godzinie pogrzebu poddali się żałobie.
Wszystko to, co naznaczone zostało ludzką słabością, Jezus precz nie odrzucił. Przyszedł do bojaźliwych ludzi, jak się właśnie do takich przychodzi. Bo to, czego potrzeba smutnym i bezradnym, to obecność. Taka, która nie przekreśla człowieczej niedoli, lecz ją przemienia, a samego człowieka wzmacnia. Po to jest obecność.



Krok siódmy

 

 

Żyjemy w świecie, w którym aż roi się od promocji. Lubimy je. „Idziemy na nie”. Kupimy gazetę (na którą może nigdy byśmy nie spojrzeli) jeśli znajdziemy w niej ciekawy film na DVD. Kupimy pastę do zębów, gdy za połowę ceny dołożą do niej szczoteczkę. To są promocje, ale nie dary. Dziś to może na prezent dajemy coś w darze, a tak poza tym: „coś za coś”. Tymczasem zmartwychwstały Jezus daje Kościołowi dar jedności i pokoju. Za nic.
Owo „nic” może nas dziwi, może nawet peszy i niepokoi. Jeśli tak, to dobrze. Dobrze, bo pewnie i porusza. Może nas skłonić ku refleksji nad darami Pana, nad Jego łaskami. Nad jednością i pokojem. Jeśli skłoni, dobrze. Po to jest dar.

 

Krok ósmy

 

Nie każdy ma na imię tak jak apostoł z przydomkiem Didymos, czyli Bliźniak. Mnie się od chrztu tak udaje. Dali mi na imię Tomasz. I choć moim patronem jest inny mężczyzna o tym samym imieniu, Apostoła z Tomaszów lubię najbardziej. Lubię jego wątpliwości i co za tym idzie, swoistą żydowską oraz europejską dociekliwość. Widać były potrzebne jego problemy na progu Wieczernika owego pierwszego dnia tygodnia, by ósmego dnia doszło do spotkania z zagadnieniem wiary w tle.
W cztery oczy spotkali się Jezus i Apostoł, a na oczach mogło się nie skończyć. Zaproszenie było nad wyraz dosadne: Dotknij – to Ja. Wątpliwość sprawiła, że zmartwychwstały Pan umocnił wiarę Tomasza. Trochę to przewrotnie brzmi, ale błędem nie jest: po to są wątpliwości.

 

 

Krok dziewiąty
Nikt, kto spotkał Jezusa po Jego zmartwychwstaniu nie został wyprowadzony w pole. Mógł być gdziekolwiek, w domu, na drodze, nad jeziorem, nieważne gdzie, nie został potraktowany źle. Nie miejsce jest najważniejsze, ważna jest sytuacja, jaka napadła na człowieka. Spotkanie z Panem nad brzegiem Jeziora Tyberiadzkiego, gdy apostołowie nie mają nic do jedzenia, jest tego najlepszym przykładem.
Warto zauważyć, że Jezus nie przebiera. W każdą życiową sytuację człowieka potrafi wejść. I wchodzi w każdy brak i w każdy głód. Być może w takich sytuacjach zaczyna się chrześcijaństwo. Więc: po to jest brak.

 

Krok dziesiąty
O przebaczeniu w ostatnich tygodniach mówi się znowu więcej. Ludzie listy piszą, ręce sobie podają. Czasami muszą się z tego tłumaczyć. Temat podchwytują media, a te z natury rzeczy przyciągają do siebie raczej wtedy, gdy ludzie się biją, a nie godzą. A jednak o przebaczeniu się mówi. To już cieszy, lecz wiemy, że mówić to mało.
Pan przebacza Piotrowi i zwierza mu swoją owczarnię. Tu już nie ma tylko słów. Tu jest coś więcej. Przebaczenie udzielone Piotrowi za jego wyparcie się Jezusa nie jest aktem litości, który spycha go we wstydliwą ciemność. To przebaczenie stworzyło z Piotra papieża. Po to jest przebaczenie.

Krok jedenasty
Nie byłoby nas tutaj i teraz, takich jakimi jesteśmy, gdyby apostołowie, z urodzenia Żydzi, zostali na z góry upatrzonych pozycjach. A oni porzucili Galileę i poszli w świat. Doszli do nas, a uczyniło to wielkie rozesłanie uczniów przez Jezusa.
Co to dla nas oznacza? Tyle samo co dla uczniów sprzed dwóch tysięcy lat. Że nie możemy zostać na z góry upatrzonych stanowiskach. Dlaczego? Bo to rozesłanie się nie skończyło. Kto przyjął chrzest, jest posłany. Kto się za Chrystusowego uważa, nie może się w wierze zasiedzieć. Po to tu jesteśmy.

Krok dwunasty
Mówią, że miłość mieszka w niebie – śpiewała przed laty pewna polska grupa rockowa. I trochę dyskutowała z miłością niebieską, szukając oparcia jedynie w miłości ziemskiej. A kto inny śpiewał: niebo oczekiwanie nasze, ziemia niedoczekanie nasze. I na ziemi znaleźć miłości nie umiał.
Jezus wstępuje do nieba. Ten, co z nieba przyszedł na ziemię, wraca do Ojca. Miłość, co na ziemi miała dom, matkę i ojca sięga nieba. Gdy ideał – wynoszony nierzadko na piedestał perfekcjonizm – ujawnia słabość i sięga często bruku, Miłość co stąpała po ziemi, sięga nieba. W miłości niebo i ziemia są pojednane. Po to są piosenki.

 

Krok trzynasty
Zawsze na coś czekamy i banalne jest stwierdzenie, że całe życie jest oczekiwaniem. Zawsze jesteśmy na „stendbaju” (patrz: włączony-wyłączony telewizor). Są jednak takie sprawy, na które czekamy szczególnie i dlatego wymagają one szczególnej mobilizacji.
Uczniowie z Maryją oczekują w Wieczerniku na Zesłanie Ducha Świętego i modlą się. Pierwsza część zdania przedstawia wyjątkowość sytuacji, druga zaś (to po „i”) sposób mobilizacji. Widząc tak zdeterminowanych chrześcijan sprzed dwóch tysięcy lat warto zapytać samych siebie, czy jesteśmy do nich podobni i czy chcemy się do nich upodobnić. A warto. Dlaczego? Bo poza modlitwą nie ma sposobu na zyskanie przychylności Nieba przy jednoczesnej aktywności z naszej strony. To – modlitwa – jest tą przestrzenią, w której niebo i ziemia myślą na pewno jedno. Inne nasze zabiegi niekoniecznie muszą być zgodne z wyrokami boskimi. Po to jest mobilizacja.

 



Krok czternasty
Wielkanoc się kończy gdy Jezus posyła Kościołowi Ducha Świętego. Czyli dzisiaj. Za chwilę zamiast wielkanocnych pieśni, szat liturgicznych i paschalnych znaków w prezbiterium kościoła pojawi się codzienność, którą zaznaczy zielony kolor liturgii.
Wszystko byłoby jednak za proste, gdyby udało się czas podzielić na paschalny i pozapaschalny. Liturgia tak potrafi – to prawda, ale świat widzi sprawę zupełnie inaczej. Już zawsze jest i będzie czas paschalny. Już zawsze jest Wielkanoc, to znaczy Wielkanoc trwa i trwać będzie nawet jutro i w Boże Narodzenie też. Nawet w Wielki Piątek. Bo Chrystus raz zmartwychwstał i nic, nawet kalendarz liturgiczny Kościoła, nie jest w stanie tego zmienić. Kosmos przyjął do wiadomości odnowienie świata w Chrystusie – mówimy o nowym stworzeniu. Jakoś to rozumiemy, gdy przyjmujemy chrzest – nowe życie w Chrystusie. Od tego momentu naszego zmartwychwstania zawsze mamy Wielkanoc. Bo po to Jezus z-martwych-powstał.

 

ks. Tomasz Słomiński

 

 

Polecamy

 

 

Najnowsza książka zawierająca rozważania: o.Raniero Cantalamessy, o.Leona Knabita oraz o.Błażeja Strzechmińskiego. więcej